Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Moc żurawiny w inteligentnym kremie na dzień się objawia, GoCranberry

W czasach kiedy substancję lecznice zyskują coraz większe grono zwolenników pozwolę sobie zadać Wam pytanie - od jak dawna znacie żurawinę? Cierpki, kwaskowaty smak jej jagód nazywany niegdyś "cytryną dla ubogich", w dzisiejszych czasach uwielbiany w wersji suszonej, wykorzystywany w przetworach domowych, dodawany do głównych potraw, nadaje im charakterystycznego smaku. Uwielbiam smak żurawiny, suszona często staje się moją przekąską dnia codziennego. Znam jej drogocenne właściwości jakie wprowadza do mojej diety, jednak nigdy nie myślałam o niej pod kątem medycyny. Dopiero o żurawinowych dobrociach mogłam się przekonać dzięki firmie NOVA Kosmetyki.

Odrobina teorii.
Seria GoCranberry pokazała mi, jaka jest moc żurawiny. Na efekty długo nie trzeba czekać, gdyż żurawina  w swoim składzie posiada całą gamę składników niezbędnych dla naszego zdrowia i skóry. Przede wszystkim zawiera witaminy: A, C oraz z witaminy z grupy B, żelazo, wapń, magnez, fosfor i jod. Zawiera także błonnik, kwasy owocowe, węglowodany, antyocyjany, flawonoidy oraz taninę. Wszystkie te związki poprawiają funkcjonowanie naszej skóry.


Przejdźmy do działania.
Niepodważalną prawdą będzie stwierdzenie, że żurawina to prawdziwy hit w kosmetykach GoCranberry. W kremie, jak sama nazwa wskazuje, posiada bardzo inteligentne właściwości na dzień, działa antybakteryjnie i oczyszczająco. Jako środek nawilżający sprawdzi się w kuracji cery trądzikowej, ale też u osób z cerą suchą, ponieważ w połączeniu z olejem i masłem arganowym, witaminą E, panthenolem i allantoiną doskonale nawilża i reguluję pH skóry. Zawartość cennych dla skóry witamin i biopierwiastków w żurawinie znakomicie odżywia skórę i poprawia jej funkcjonowanie. Krem przywraca również skórze promienny wygląd i blask.
Wygładza, napina, dba o jędrność i odpowiednią kondycję skóry przez cały dzień. Tak jak w kremie pod oczy, tak i w tym na dzień, szybko zauważyłam wzmocnienie, odżywienie i zagęszczenie skóry, mimo mojego młodego wieku. Myślałam, że takie rzeczy nie będą mi dane doświadczyć - myliłam się. Efekty są szybko zauważalne, już po pierwszym użyciu w ciągu dnia zauważyłam, że moja skóra błyszczy się zdecydowanie mniej, a po tygodniu używaniu kremu, efekt latarni opuścił mnie na dobre. Z każdym kolejnym użycie krem pogłębia nawilżenie i normalizuję skórę. Pełne wyciszenie i regenerację odczułam po 3 tygodniach, porannego użytkowania. Coś pięknego wreszcie spotkało moją cerę sfatygowaną kuracjami retinoidami.

kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć

Czas na efekty.
Plusów tego kosmetyku jak można się domyślić, jest cały szereg. Nadaję się on idealnie pod filtr jak i makijaż. Biała, lekka aczkolwiek treściwa konsystencja kremu wchłania się w mgnieniu oka, bez pozostawiania po sobie śladu w postaci filtru czy późniejszego rolowania. Inteligencja tego kremu przewyższa moją wyobraźnie, a nie mam jej byle jakiej. Nawilża suche policzki, uspokaja strefę T. Higieniczne i proste opakowanie, jak w całej serii GoCranberry. No własnie, i tutaj mały minus. Owszem, dizajn prosty i przyjemny dla oka, to jednak w porannym stanie mając cztery takie same buteleczki z czerwoną czcionką, na śpiocha już nie raz bym nałożyłam krem do rąk na twarz i odwrotnie ;)

Z racji braku konserwantów, krem należy zużyć w okresie 3 miesięcy od otwarcia.
Mam nadzieję, że uda mi się zużyć ten produkt, w tak krótkim czasie. Jeśli jednak nie, to nie będę płakać, gdyż zdaję sobie sprawę, że jest to kosmetyk jak na genialny *skład i działanie warty ponownego zakupu, szczególnie że cena jest jak najbardziej przystępna dla portfela.



Cena: 35,50zł
Pojemność: 50ml
Dostępność: sklep internetowy NOVA Kosmetyki [klik], lista stacjonarnych sklepów [klik],
FB Novakosmetyki [klik]

*skład:
Aqua, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Pentylene Glycol, Argania Spinosa Kernel Oil and Hydrogenated Vegetable Oil, Caprylic/Capric Triglycerides, Sorbitan Stearate, Panthenol, Squalane, Lanolin, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cera Alba, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Cetyl Alcohol, Sucrose Cocoate, PEG-100 Stearate, Xanthan Gum, Isostearyl Isostearate, Potassium Cetyl Phosphate, Behenic Acid, Cetyl Behenate, Decylene Glycol, 
Parfum.

  O innych kosmetykach z tej serii pisałam tutaj:
  • Krem pod oczy odżywczo-wygładzający [klik]
  • Solny peeling do ciała z solą z Bochni i z masłem Shea [klik]
Znacie kosmetyki NOVA? Oprócz serii GoCranberry posiadają linie olejków do twarzy, do ciała, malinowych, z nutą słowiańskich dobroci - do wyboru do koloru! 
Ktoś używał, ktoś poleca? :))

niedziela, 25 maja 2014

GoCranberry, odżywczo-wygładzający krem pod oczy

Mam takie wrażenie, że weekendowe posty będą należeć do marki Nova.
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Słuchy mnie dochodzą, że lubicie moje zdjęcia i ciekawi jesteście opinii serii żurawinowej. Niedzielny wieczór wydaję się doskonałą porą na przedstawienie wygładzająco-odżywczego kremu pod oczy, który po weekendzie z korektorem pod oczy być może uratuje nasze poniedziałkowe spojrzenie ;)


Nie było mi dane tego weekendu spędzić zbyt intensywnie, jednak w ostatnich kilku miesiącach swojego życia nie mogę narzekać na rutynę. Planuję wiele zmian, stres i brak snu z wyboru (tak, nie chce mi się spać, nocny marek z lat niemowlęcych powrócił ze zdwojoną siłą, jestem bardziej produktywna nocą) - nie sprzyja odpowiedniej kondycji skóry pod oczami. Moja, dodatkowo ma tendencje do łuszczenia. Już lata temu stwierdzono u mnie atopowe zapalenie skóry.


W mojej pielęgnacji są trzy kosmetyki bez których nie mogę się obejść, wszystko musi być najlepszych lotów zaczynając od oczyszczania twarzy, antybiotyku na moją trądzikową cerę i suchą, czasami łuszczącą się skórę pod oczami, na powiekach.


Od kilku tygodniu, rano i wieczorem towarzyszy mi w rutynowej pielęgnacji krem pod oczy GoCranberry. I chociaż moje rokowania były wyśmienite od pierwszego wyciśnięcia kremu z higienicznej tubki typu air-less, nigdy się na nim nie zawiodłam. A chyba o to chodzi, aby produkt używać z przyjemnością!
Tutaj mamy charakterystyczną nutę żurawinową jak dla całej serii i dość treściwe, kremowo-mleczkowe wykończenie. Sfatygowane coraz częściej od słońca okolice oczu, w wieczornej pielęgnacji chłoną momentalnie produkt. Drogocenny, wykorzystany w medycynie ekstrakt z żurawiny, olej ze słodkich migdałów oraz moreli w połączeniu z hialuronianem sodu doprowadza skórę do równowagi, pozostawiając ją mocno odżywioną i nawilżoną. Efekt ten sprzyja również porannej dawce kremu, który idealnie współpracuje z makijażem. Krem błyskawicznie się wchłania, nic się nie wałkuję, nie roluję. Spojrzenie nabiera odpowiedniego kolorytu, pozytywnie działa na wszelkie opuchlizny. Było mi dane również przekonać się o jego właściwościach łagodzących, bowiem  nowe serum do rzęs dość szybko dało się we znaki podrażniając mi górną i dolną linię rzęs - krem GoCranberry już po pierwszym, nocnym seansie uporał się z dyskomfortem po serum! Efekt jest taki, że serum na rzęsy mogę nadal stosować, niech sobie rosną długie i kruczoczarne ;)) a skóra oczu nic, a nic na tym nie cierpi. Dla mnie bajka, porównując go do łagodzącego kremu z bławatkiem pod oczy z Sylveco, mamy tutaj zdecydowaną przewagę żurawinowej mocy. Jak bławatek nic nie działa, (serio, dla mnie bubel stulecia) tak GoCranberry pokazał jak miło może być w tym temacie.


Od dzisiaj, tfu od pierwszej aplikacji stał się moim ulubieńcem. Nienachalny, o ślicznej nucie zapachowej i lekkiej formule idącej w parze z działaniem, porównywalnym do linii aptecznych to oficjalne podsumowanie kremu odżywczo-wygładzającego GoCranberry. Dla mojej wymagającej, jednak młodej skórze, bez zmarszczek spisuje się na medal. A jeszcze nie dawno, wyrywałam włosy z głowy, że nic mi nie pomaga na moje boleści i pół pensji niebawem będę tracić na pielęgnację ;)


Cena: aktualnie w promocji 30,18zł, regularna cena 35,50zł
Pojemność: 30ml
Dostępność: sklep internetowy NOVA Kosmetyki [klik], lista stacjonarnych sklepów [klik], aktualne promocje na profilu FB Novakosmetyki [klik]

Skład:
Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Squalane, Pentylene Glycol, Prunus Armeniaca (Kernel Oil), Sorbitan Stearate, Glycerin, Glyceryl Stearate, Caprylic / Capric Triglyceride, Sucrose Cocoate, Sodium Hyaluronate, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Panthenol, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Decylene Glycol, Parfum.


Znacie kosmetyki Nova? Ich przystępne ceny niewątpliwie kuszą. Receptury tworzone są w oparciu o naturalne składniki z certyfikatem ekologicznym. Producent zapewnia o ich przyjaznym działaniu dla skóry. Moc składników aktywnych stanowią bazę produktu, zamiast być tylko jego dodatkiem. Żurawinowa seria to zdecydowanie nieoszlifowany ( mam nadzieję że szybko to się zmieni) diament naszego rodzimego producenta!

Zapraszam na recenzję, które powstały o żurawinowej serii:
  • Solny peeling do ciała z solą z Bochni i z masłem Shea [klik]

czwartek, 15 maja 2014

GoCranberry, solny peeling do ciała z masłem Shea i solą z Bochni

Wyobraźcie sobie taka sytuację, dostaję maila i  jestem ochoczo zachęcana przez płeć przeciwną, która dobrze wie jak podejść kobietę, aby namówić... do przetestowania na własnej skórze mocy żurawiny ;) 
Kuszono mnie niepowtarzalnym zapachem, naturalnym składem, bez konserwantów, parabenów i tych wszelkich świństw, które pakuję się aby wolne miejsce w składzie tylko zapełnić. Przedstawiono mi markę NOVA jako innowacje na Polskim rynku, tą należącą do tych eko, nie testują na zwierzętach, działającą tylko w zgodzie z naturą i wydobywającą z niej to co najcenniejsze dla naszego pięknego wyglądu ;)

Serię żurawinowych recenzji otwiera solny peeling do ciała z masłem Shea i solą z Bochni, zapakowany w kartonik o biało-czerwonej szacie graficznej. Miłej dla oka, tak na dzień dobry ;)


Raz w tygodniu robię sobie domowe SPA. Wanna pełna piany...i arsenał kosmetyczny idzie w ruch! Zaczynając od peelingu, który ma za zadanie pobudzić mikrokrążenie skóry, oczyścić ją z martwego naskórka i przygotować do dalszym rytuałów SPA - dla mnie pierwszy krok stał się kluczowym do sukcesu w pielęgnacji ciała, jednak nie tak łatwym jakby się wydawało, gdyż wszystkie tego typu produkty opierają się na parafinie, która sprawia tylko wizualnie dobre wrażenie, a całkowicie odwrotne dla naszej skóry.


Laboratorium NOVA oferuje coś nowego. Spotkanie żurawiny i soli z kopalni w Bochni działa na moje zmysły wyraźnie intrygująco. Dodatkowe nuty olejku winogronowego i masła Shea - to wielka odmiana dla wpychającego wszedzie przez firmy kosmetyczny olejku arganowego i kwasu hialuronowego. Przemiło się czyta już same deklaracje producenta [klik], bo to one pokazują najlepiej czym ten produkt różni się od innych na rynku i dlaczego jest taki wyjątkowy, zaczynam opowiadać ponizej.

Moją sympatię zdobył za prostotę w składzie i opakowaniu. Bo nie ukrywam, że ten drugi punkt jak dizajn jest dla mnie bardzo ważny. Pal licho moje zboczenie zawodowe, tutaj liczy się funkcjonalność. To, że korzystając z wanny w razie w, co się stanie jak plastikowy słoik zjedzie mi do wody? lub pod prysznicem będzie widniał na brodziku poprzez cały czas użytkowania. Fakt, że opakowanie jest przezroczyste i plastikowe, z metalową zakrętką nie sprawiającą problemów, etykietkami nie odklejającymi się,przyczynia się do zachowania estetyki, bez obchodzenia się z nim jak z jajkiem ładnie prezentuję się łazience po dzień dzisiejszy. Brawa dla grafika :)
Z wizualnej strony jestem bardzo zadowolona, zaś zawartością zachwycona!


Należę do osób leniwych w tej materii, codzienne, wieczorne (o zgrozo, dwa razy dzienne?!) smarowanie swego ciała, nie weszło mi w krew po dzień dzisiejszy. Zdecydowanie wprawia mnie w zdumienie konsystencja produktu. Otóż, to nie jest zwykły peeling, to oleista maż z milionem kryształków soli o niesamowitym działaniu, z przepięknym, naturalnym składem*. Genialne połączenie:
  • oleju żurawinowego, który zawiera kwasy omega-3, omega-6 i omega-9 w idealnej proporcji, niespotykanej nigdzie
    indziej. Olej z nasion żurawin jest źródłem kompletnej witaminy E, zawiera komplet tokoferoli i tokotrienole - nazywane super witaminą E, które mogą być nawet czterokrotnie silniejsze od witaminy E. Łatwo przenika przez skórę i jest bardzo nawilżający. Olej żurawinowy może pomóc w łagodzeniu swędzenia, łuszczenia i stanach podrażnienia.
  •  olejku winogronowego, naturalnego antyoksydantu - źródła witaminy D i E, odpowiedzialnego za bardzo dobre właściwości zmiękczające, ochronne, regeneracyjne i przeciwstarzeniowe, przekładając na język polski jest to produkt dbający o sprężystość naszej skóry
  • masła shea, jest źródłem wit. A, F, E  oraz nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych, które wykazują  ogromne działanie pielęgnacyjne - natłuszczania i nawilżania. Dzięki niemu skóra jest gładka i miękka. Substancje zawarte w maśle shea przyspieszą redukcję podrażnień i są pomocne przy likwidowaniu poparzeń słonecznych. Jest naturalnym filtrem UV - tworzy delikatny film na skórze, chroni przed słońcem, mrozem, wiatrem, wspomaga utrzymanie wody w komórkach skóry. Działa łagodząco i odżywczo.
  • witaminy E - nazywanej "witaminą młodości". Neutralizuje wolne rodniki, odpowiedzialne za procesy starzenia się, chroni przed zniszczeniem lipidy naskórka oraz włókna kolagenowe i elastynowe skóry, zapewniając ochronę przed szkodliwym wpływem środowiska. Ma również działanie zmiękczające i wygładzające
I się zaczeło. Zaskoczeniem dla mnie było efekt skóry po peelingu. Bo która z nas przyznać się proszę, potrafi zaufać producentowi bezgranicznie i wykonując rutynowe SPA, więcej się przy nim namacha niż poczuje jak bogini? Każda czynność wykonywana w tym celu powinna być przyjemna. Od samego początku widzimy różnicę, peeling się oddziela, widać i czuć warstwę olejków, a soli. To będzie inne działanie i jest. Konsystencja już zdradza jak blisko jesteśmy natury.  Z solnym peelingiem tak właśnie jest, gdyż jak się okazuję z kopalni naszej rodzimej sól jest górnych lotów, a i powiew nuty aromatu żurawiny staje się najprzyjemniejszym zapachem kosmetycznym, jaki można zażyczyć sobie do tego typu zabiegu. Gładkość i miękkość jaką otrzymujemy po spłukaniu peelingu, jakże delikatnego, a tak bardzo nawilżającego jest oszałamiająca! Dla mnie, lenia w tej materii staje się ulubieńcem bezgranicznym, gdyż balsamu czy mleczka do ciała nie używam po tym seansie kolistymi ruchami. Nie, że nie muszę, po prostu byłabym nierozsądna pozbywać się mocy olejków, które wmasowałam przed chwilą w swoje ciało. Zatem w tych przyjemnych mękach mamy dwie pieczenie upieczone za jednym zamachem ;) bo peeling ten dostarcza mocy najlepszego nawilżacza dzięki zawartości olejków, jak domniemam i zdzieraka, w postaci niesamowitej naszej Polskiej soli. Czuję się rozpieszczona na maska, gładka i pachnąca, gotowa do snu :)
Stosuję na całe ciało, delikatny dekolt, do peelingu stóp i rąk, dla mnie mistrzostwo - tak wielofunkcyjnego kosmetyki jeszcze nie miałam. 
I pomyśleć by można, ze to jedno małżeństwo opracowało te składy. Ciekawa jestem, jakie dobrocie kryją jeszcze w rękawie. Przyznać muszę, że GoCranberry przypasowało nadzwyczaj dobrze mojej skórze, portfelowi również. Tak jak zawiodłam się na kosmetykach Sylveco, tak żurawinową moc poczułam dogłębnie i czuję się dopieszczona. Na dodatek jeszcze ten zapach, lekki, orzeźwiający, bardzo naturalny, po prostu piękny. Umila domowe SPA. Czyżby szykował się konkurent dla Pat&Rub?


Peeling nadaje się do skóry wrażliwej i suchej, sama taką posiadam i zanotowałam same plusy, zero minusów. Nawet jego solne działanie, nie przyczyniło się do podrażnienia po depilacji, oczywiście nie ryzykowałabym peelingowania skóry skaleczonej, chyba ze ktoś chce być króliczkiem doświadczalnym na własne życzenie ;) Pamiętajcie proszę, ze jest to produkt naturalny, dlatego jego przydatność używania przypada na 3 miesiące od otwarcia. Niemniej to wystarczający czas, aby zużyć ten umilacz czasowy, gdyż rokuję mu wydajność na około 10-12 aplikacji, w zależności od powierzchni ciała nim traktowanego ;)

*skład/INCI:
Sodium Chloride, Vitis Vinifera Seed Oil, Butyrospermum Parkii, Tocopheryl Acetate, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Parfum

Cena: 33,50zł
Pojemność: 200ml 
Dostępność: sklep internetowy NOVA Kosmetyki [klik], lista stacjonarnych sklepów [klik], aktualne promocje na profilu FB Novakosmetyki [klik]

Znacie kosmetyki GoCranberry? Jeśli nie, to aktualnie mam coś dla Was, zakupy możecie poczynić z rabatem i to dość konkretnym ;)
Firma zorganizowała dwie promocje i jedno rozdanie:
  • na wszystkie olejki -20% do końca czerwca
  • promocję zakupową, w której po zakupie dostajemy kod rabatowy upoważniający do rabatu na następne zamówienie w systemie przy zakupach na 50 zl -5%, na 100 zł - 10%, 150 zl i więcej - 15 %
  • ponadto, z okazji Dnia Matki na FB powstał konkurs; do wygrania 3 zestawy kompleksowej pielęgnacji ciała i twarzy olejkami GoArgan+ [klik] Gwarancja dostarczenia wygranej przed 26 maja, szczególnie że ich przesyłki sa nadzwyczaj pięknie i staranie pakowane (cieszą oko, o tutaj pokazywałam jak bardzo [klik] ) bierzcie udział i ani chwili się nie zastanawiajcie, to świetna okazja na piękny prezent dla siebie czy ukochanej Mamy ;) 
Nikogo namawiać nie będę, ale wniosek sam się nasuwa, że nasza rodzima firma, bez zbędnej chemii w składzie, hypoalergiczne, proste ładne opakowania, świetne działanie i rozsądna cena, robi dla nas bardzo dobrze, wiec korzystajmy z tych dobroci i cieszmy się żurawinową mocą ;)


czwartek, 1 grudnia 2011

Hello skarby ukochane:)

Jak mnie tu daawno nie było...ale pamietałam o Was w swoim zwariowanym życiu:D
Od listopada jestem na turbo powerze.
Nie mam zielonego pojęcia co mi strzeliło do tego mojego brązowego łba, żeby studiować dwa kierunki, pracować i zapisać się na kurs angielskiego - intensywny. O mój boże, czuję się bynajmniej jak moja Foka, którą  cisnę 4,5tyś.obrotów/min :d

No to zaczynamy. Wychodzę z domu o 7.10...
... włączam się w 7km korek, modlę się o jak najszybsze rozgrzanie silnika w aucie i podziwiam zacne widoki mojej jakże drzewiastej okolicy.
Z przerażeniem dostrzegam ilość jemioły na drzewach. Do mojej świadomości dochodzi fakt okrutny. Dostrzegam brutalnie jak roślinność nie daje rady eliminować spalin, trucizn i innych zanieczyszczeń powietrza, a przecież średniej wielkości drzewo potrafi przetworzyć 6-10kg paliwa rocznie już nie wspomnę o starych dębach czy bukach które eliminują 120kg rocznie.

Czemu ja się dziwię, skoro z prawej strony tir...
Z lewej strony tir...
Dzięki którym tworzą się gigantyczne korki  1,5km;  w przymrozkowej aurze sznur samochodów wygląda jak jeden wielki dym.
Chwała architektom za tą zieleń we Wrocławiu. Ogromnie się ciesze, że te pasma zieleni istnieją, wierze że dzięki nim jest trochę lepiej niż gorzej. Nie wyobrażam sobie wdychania takiej dawki CO2.

Jedziemy dalej...
Mijam najtańszą w mojej okolicy stacje i modlę się o jutrzejszą promocje weekendową, jak to bywa od lat.
I teraz drogie kobietki zmotoryzowanie posłuchajcie mnie uważnie. Czy wiecie, że  jeśli ciśnienie w Waszych oponach spadnie o 0,5 bara, samochód będzie potrzebował o 2,5 % więcej paliwa, aby pokonać opór i przez to wytworzy o 2,5 % więcej CO2. No to już wiecie:d I zanim przeklniecie drożyznę na stacji to nie zapomnijcie przynajmniej raz na miesiąc sprawdzić ciśnienie w oponach, szczególnie w zimę, kiedy to poranny rozruch silnika w minusowych temperaturach wystarczająco więcej pobiera paliwa.

Cieszę oko kolorami natury - Zieleń przymarznięta..

 W tym miejscu kończymy fotorelację, kończy się korek i wreszcie mogę wrzucić 3, a nawet 4bieg... ohh yeah!:d Good morning angielski, praco i nauko:d

Wiem, że temat w ogóle nie tyczy się bloga, ale widząc w jakim stanie technicznym jeżdżą polacy i to ogromnymi suvami, jeepami z prawie kapciami na tyle czy przodzie, uważam że warto alarmować o takie błahe rzeczy.


Powiedziałam co chciała, teraz czas na tematykę właściwą:)

Dla relaksu duszy, ciała i psychiki pędzę czym prędzej ostatkami sił na zakupy (bo po co do łóżka:d)
Sił było mało, to i zakupy słabe, jednak wszystko trafione w 100% w moje potrzeby! Pełna satysfakcja, dobrze zarobionych i wydanych pieniędzy :d:)

Moi nowi przyjaciele kosmetyczni twarzy, która jest wyjątkowo kapryśna, przesuszona i szorstka...

Złuszczam i koję cerę duetem od Perfecty...
Regeneruję i nawilżam La Roche-Posay...
Rozpieszcza bombą witaminową od BeECO Flos-Leku...
Chronię przed wolnymi rodnikami Ziają MED...
Nie zapominam o włosach...
Ani o paznokciach, którym fundują moje rękawiczki niezłe uszkodzenia mechaniczne. Po zdradzie z Eveline diamentową, wracam pokornie do niezastąpionego Herome...
Nie straszę ludzi za ciemnym podkładem z lata, tylko inwestuje w sprawdzony Lasting Performance...


Wszyscy razem prezentujemy się tak :)



Jak każdemu wiadomo, kosmetykami tylko się nie żyje, dlatego przybyło trochę odzienia dla mego ciała:)

Futrzana kamizelka i koszula w niebieskie paski z białymi mankietami i kołnierzykiem by Diverse...
(wybaczcie jakość zdjęć i miedź na głowie, której nie mam ani tyci tyci...nie mniej jednak kolory kamizelki oddane prawidłowo)

Futrzaka uwielbiam łączyć z sukienkami, spódniczkami, grzeje tak niesamowicie, że mogłabym w nim ciągle chodzić:d z czerwonym dołem wygląda wyśmienicie.
Spódniczka H&M
torebka F&F (wyprzedziłam Mikołaja :d)
     

Kilometrowy post dobiegł końca:)

Trzymajcie się ciepło,
brawa dla wytrwałych w czytaniu:)
ściskam i całuję!