
I to nie byle jak, bo co to dla mnie prychanie, kichanie, smarkanie, musiałam z grubej rury przypomnieć sobie, że mam takie narządy w swojej głowie jak zatoki, czy delikatne, chodź pokaźne uszy.
Jak reaguję kobieta, kiedy widzi perspektywę słonecznego weekendu spędzenia w łóżku?
Po pierwsze wie komu po marudzić a ten ktoś wie co z tym zrobić. Po trzecie Dolny Śląsk ma tyle perełek, że zawsze jest co zwiedzać. Finalnie poczułam słońce, przypływ energii, zaspokojenie bycia gdzieś indziej. Promyki słońca łapaliśmy w Brzegu.
*Okulary przeciwsłoneczne*
Długo zastanawiałam się jakie okulary przeciwsłoneczne wybrać. Wiosna za pasem, a w torebce ich brak.
Z natury kobieta lubi stwarzać sobie problemy, ale istnieje taki sklep jak TkMaxx, gdzie nawet najwybredniejsze gusta znajdą coś dla siebie. Spośród kilku modeli przy jednym od razu się zatrzymałam Spodobał mi się szalenie i bez obiektywne opinii osób trzecich, a chwilowego zauroczenia udałam się do kasy, zdając się na własny gust.
*Michael Kors* witaj w domu!
Pierwsza rzecz w listy must have wiosna odhaczona. Niedzielna aura, potwierdziła jak dobrą decyzję podjęłam na początku zeszłego tygodnia. Jakość widzenia jest nieporównywalna, do zwykłych sieciówek.
Solidne testy za nami!
Ostre słońce, pokazało co kategoria 2 potrafi, ani jedna łezka w oku się nie zakręciła Chodzenie jak i podróż samochodem odbyła się z przyjemnością, mogłam cieszyć się czystym, klarownym obrazem bez mrużenia oczu, do czego mam nadprzyrodzoną tendencję (!)
*Zamek Piastów Śląskich*
usytuowany jest w spokojnej, można nawet rzec malowniczej okolicy. I tutaj większą część czasu spędziliśmy. Mimo ostrego wiatru, pomysł zwiedzania Muzeum w Zamku Piastów Śląskich nie przypadł mi do gustu, gdy na zewnątrz pogoda jak marzenie.
*Rozrywka*
Dla odmiany galeriowych kin... szybko zgłodnieliśmy 

*Coś dla osłody ciała i duszy*
Zwiedzając całą okolice i szukając czegoś, gdzie moglibyśmy się zagrzać i skosztować czegoś słodkiego, wróciliśmy do punktu startu, czytaj Zamek Piastów Śląskich i wpakowaliśmy w siebie kilo cukru, ja z panna cotta, musem malinowym, bitą śmietaną i czekoladą w roli głównej, on z sernikiem czekoladowym, bitą śmietaną i czekoladą. Z pozoru na mój deser ślinka cieknie, jednak w praktyce, to jego zestaw wygrał. Czekolada mleczna, a znając smak prawdziwej czekolady z Wrocławskiego rynku podeszliśmy dość krytycznie do tej zaserwowanej, aczkolwiek miejsce, słońce i nasze uśmiechnięte twarze, sprzyjały pozytywnej aurze, uznając to jako doświadczenie, nie ujmując na zadowoleniu z cudownie spędzonego dnia;
Wystrój rozłożył mnie na łopatki *moje klimaty*
Nie zważając na obecny śnieg za oknem, chłonę energię błękitnego nieba, *nic mi więcej nie potrzeba!*








