Powiem Wam, że wszystko wyszło lepiej niż myślałam...ale najpierw o ruffianie, od jakiegoś czasu mojej ulubionej metodzie malowania paznokci.
Osobiście dla mnie, ten styl manicure to klasa sama w sobie. Dziś mija tydzień i z żalem go zmywam. Już myślę nad nową wersją kolorystyczną. Uwielbiam swoje paznokcie w takim wydaniu.
Zdjęć będzie sporo, z góry ostrzegam. Ale wiecie jak to jest, kobieta niezdecydowana, to kobieta niezadowolona, trzeba było uniknąć tego faktu

Wersja *na błysk!*
wersja *matowa*, dla mnie bardziej z pazurem i to ją dłużej nosiłam. Na zdjęciach ciężko było uchwycić mi urok zmatowienia manicure, bo czerń zrobiła się jaśniejsza niż moje oczy ją widziały.
A Wy którą wersję wolicie, mat czy błysk?
Boziu kochana, zlituj się nad tym słoneczkiem i wpuść promyków kilka przez okienka, abym mogła pokazać Wam coś pięknego ♥














