W życiu my kobiety wiemy niestety dobrze, jak to potrafi być pod górkę. I kiedy z głową pełną myśli, biegłam przez park, nie połykając ani jednej muchy, ze względu na sezon... za to moje oczy zamiast z powiek tworzyć tarczę ochronną na rogówkę, stały się lepką na owady. To był jakiś plagiat, co 100m zatrzymywałam się i wyciągałam coś z oka. I tak właśnie mnie naszło, jak radzić sobie wtedy z mejkapem? Miałam to szczęście, że posiadałam lusterko i szybko paznokciami usunęłam nieproszonych gości. Jednak natura moja jest wredna i łzy same spływały po policzkach, jeszcze dość długo po minionym zdarzeniu. Codziennie pokonuję tą trasę i chyba nic innego mi nie pozostaję jak okulary przeciwsłonecznie w pochmurny dzień:D
A kiedy słońce jeszcze świeciło... wyglądałam tak:
W październikowe dni dominowały na mojej twarzy wszelkie oliwkowe odcienie przełamane brązem. Nadrabiałam strojem i opaskami we włosach na które ostatnio mam ochotę ;)
"Pewniak", który wykonam wszędzie. Testowałam nakładanie cieni pacynkami, palcami, pędzlami, efekt ten sam. Niewątpliwie jestem zauroczona bielą w kąciku z inglota i zdumiona piękna oliwką, mieniącą się na brąz, czyli Mossem ze Sleek'a, którym pokryłam resztę powieki. Nagie usta moga Was zdziwić, ale nie będę oszukiwać - na co dzień nie mam głowy, ani czasu do poprawiania makijażu, dlatego tworzę takie mejkapy, które zniosą min.10h na nogach i prezentują się dobrze, nawet z nagimi ustami.
Odbiegając od tematu... zakochałam się!
W kim?
W nim!






