Pokazywanie postów oznaczonych etykietą delikatny puder myjący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą delikatny puder myjący. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

Naturalnie z Make Me Bio, delikatny puder myjący w wersji 2w1

Niezwykłą radość sprawia mi testowanie nowych produktów, szczególnie jeśli to są nasze Polskie firmy. Jestem patriotką i dumnie się czuję wspierając nasz kraj. Jakkolwiek to brzmi, zdaję sobie sprawę, że firmy zawierające ze mną współpracę coraz częściej pytają o zdjęcia, liczą na piękną oprawę ich produktu, nie ingerując w recenzję. To chyba najlepsza rekomendacja za fotografię umieszczane tutaj przeze mnie jaka mogła mnie spotkać :)

Dzień, w którym przyszło mi fotografować kosmetyki Make Me Bio był piękny.
Niczym ja po przebudzeniu :)) wyprowadziłam kosmetyki na zewnątrz, aby dzisiaj o jednym z nich móc Wam opowiedzieć.


Marka Make Me Bio należy do tych polskich producentów, którzy coraz częściej stawiają na naturalne składniki. Inspiracją do założenia firmy była miłość do natury i świadomość roli jaką odgrywa zdrowy i ekologiczny tryb życia. Wszystkie produkty Make Me Bio stworzone są na bazie bezpiecznych surowców pochodzenia roślinnego. Ich priorytetem jest jakość. Receptury produktów zostały opracowane przez zespół doświadczonych technologów i dermatologów. Wykorzystując ich specjalistyczną wiedzę w połączeniu ze składnikami z pochodzenia z przebadanych upraw, możemy czerpać z natury to co najlepsze. 

Clean powder był produktem, który chodził za mną od dawna. To właśnie ten pierwszy krok w pielęgnacji przykuł moją największą uwagę firmy. Wiele wymagam od produktów do oczyszczania cery, mało który zasługuje na moje uwielbienie. W marce Make Me Bio pokładam wielkie nadzieję i myślę, że nie tylko ja.

Czy delikatny puder myjący jest w stanie zadowolić wszystkie fanki kosmetyków bio, przeciwniczki barwników i konserwantów, a zwłaszcza parabenów?


Wyjątkowo szybko zabrałam się do testów. Byłam ciekawa o co tyle szumu. Za co te ochy i achy zbiera marka Make Me Bio, która tak niedawno weszła na rynek, a już zdążyła zebrać grono swoich wielkich fanek.

Coraz więcej świadomych wyborów w moich życiu sprawia, że stosując produkt 100% naturalny, z przepiękny składem* i krótkim terminem ważności, w tym przypadku 6 miesięcy - moje wymagania rosną. Dziś liczy się dla mnie działanie, ale zanim ta kwestia się pojawi oceniam wygląd. Ciemny, szklany słoiczek, przewiązany sznureczkiem z karteczką zawierającą instrukcję użytkowania mieści 60g kosmetyku. Całość prezentuje się elegancko, prosto i uroczo. Zawartość środka jest piękna, to sam jasny proszek składający się z normalizującej skórę białej glinki, łagodzących i kojących płatków owsianych, olejku lawendowego i różanego. Puszysty, bardzo aksamitny i przyjemny w dotyku – z wyczuwalną wonią...pudrowych róż. Wyobrażałam sobie te nuty dużo bardziej świeże, niestety jest odwrotnie - mdło i dusząco, jednak wszystko w pewnych granicach, które są do zniesienia. Przynajmniej dla mnie, bo efekt tego kosmetyku rekompensuje zapach i aplikację.

Otóż, produkt możemy stosować na dwa sposoby.
Pierwszy wygląda następująco, mieszamy proszek z odrobiną wody bądź hydrolantem, najlepiej w naczyniu, w którym będziemy kontrolować konsystencje produktu. Producent zaleca do tego celu użycie dłoni, jednak ja odradzam, przynajmniej u mnie ten patent się nie spisał na uzyskanie gładkiej masy, chyba przez dziurawe palce ;)  Zdecydowanie, najlepiej w tej roli sprawdza się mały kubeczek/naczynie.
Sposób numer dwa to użycie pudru jako maseczki, zatem większą ilość pudru łączymy z ulubionym olejkiem do twarzy i/lub wodą, zostawiamy na twarzy na 10 minut. Ja w tej roli używam olejku różanego Khadi do twarzy, spisuję się genialnie i to połączenie kocham najbardziej.

Własnoręczne przygotowanie kosmetyku do użycia, z odpowiednimi naczyniami nie sprawia problemu.
Dla mnie to cenny krok ze strony producenta, mam świadomość, że taki produkt jest naprawdę zdrowy i korzystny dla mojej skóry.
Fakt zmajstrowania samemu takiej mikstury w zaciszu domowym, daje mi poczucie czegoś w pełni naturalnego i takiego domowego. Sama jednak wybieram opcję stosowania pudru w wersji dwa, jako maseczki. Składa się na to wiele czynników, po pierwsze używając codziennie pudru mam świadomość jak szybko 60g proszku znika z tego eleganckiego słoiczka, po drugie moje obawy co do codziennego stosowania białej glinki rokują przyzwyczajenie skóry do tego produktu, co przyczynia się do słabszego efektu. W ten sposób, robiąc maseczkę 2-3 w tygodniu moja cera otrzymuje optymalne bogactwo naturalnych składników. Promienieje po każdym użyciu, jest mocno oczyszczona i wygładzona, zmatowiona oraz uspokojona. Wszelkie wypryski szybciej się goją, i odkąd jej używam, na nowo zapomniałam co to stany ropne. Zapewnia mojej skórze to co najlepsze.
Lubię poświęcić temu odprężającemu rytuałowi wieczornemu trochę więcej czasu. Przyjemnie jest się kłaść z cerą tak czystą i wypielęgnowaną po naturalnej papce, którą tak szybko i łatwo się zmywa, a tak wiele czyni dobrego. Samo dobro!


Na koniec jeszcze raz podkreślę, ogromnym atutem tego produkt jest skład i efekty jakie obserwuję na cerze. Chociaż rzadziej stosuję go do mycia z przyczyn ekonomicznych, to mam świadomość, że produkt mogę polecić nawet najwrażliwszym cerom, naczyniowym, suchym i tłustym, wymagającym delikatnego środka myjącego, a nawet dla cer traktowanych kwasami czy retinoidami (jak moja).
Puder myjący przyjęłam do testów z dużą namiastką oczekiwań, na których na całe szczęście się nie zawiodłam. Otrzymałam więcej, gdyż produkt ten okazał się wbrew pozorom bardziej uniwersalny i przydatny niż myślałam, takie 2w1, które genialnie działa. Jeśli masz ochotę na łagodny krok w swojej pielęgnacji, produkty Make Me Bio możesz zakupić na stronie producenta [klik]

*skład: Kaolin, Avena Sativa (Oat) Meal, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil.

Cena: 27zł
Pojemność: 60g
Dostępność: sklep internetowy Make Me Bio [klik], aktualne promocje znajdziecie na profilu FB [klik]


Jak się domyślacie, w mojej pielęgnacji znalazło się więcej produktów Make Me Bio, o których niebawem napiszę. Jesteście ciekawe co kryją w sobie te szklane słoiczki? :)
A może same stosujecie, któryś z powyższych produktów?