Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot 891. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot 891. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 listopada 2012

Tuning dnia wczorajszego

Taki niepozorny, cichy, ciemny, uroczy, jedyny, niepowtarzalny i ogólnodostępny to coś co wyróżnia ten lakier i co najlepsze jest w nim - inspiruje mnie.
Za każdym razem kiedy sięgam po lakier do paznokci firmy Inglot o numerze 891, wymyślam mu nową rolę.

Podobno ładnie rysuję, maluję...ale nie lubię tego. Za to paznokcie jak i makijaż to coś, co daje mi radość.
Dla jednych moje paznokcie są długie, nie trafiają w ich gusta, inni się dziwią, czy przypadkiem nie robię z siebie kaleki w życiu codziennym; Natomiast są i tacy, co patrzą i się dziwią, chwalą i gratulują. Najśmieszniejsze są dzieci w tej sytuacji, chłopcy patrzą się i pytają "mogę Ci je połamać?" , a dziewczynki "jak będę duża to też będę miała takie długie paznokcie jak Ty i codziennie będę je malować" 

Niby nie ma czym się szczycić, ale ja Wam dziś mówię w sekrecie, jeśli już nie mówiłam - dbanie o paznokcie to dla mnie relaks.
To czas kiedy skupiam się tylko na sobie, chwila kiedy muszę pomyśleć na jaki manicure mam ochotę, dzięki czemu szybko wychodzi szydło z worka jaki mam aktualnie humor. 
Jednak, przede wszystkim jest radość.

Tym razem w ruch poszedł czarny linerek :)


Którą wersje wolicie?
Wczorajsza KLIK i dawniejsza KLIK


wtorek, 13 listopada 2012

13-tego w piątek...

...nie chcę myśleć co by się działo, skoro wtorek dał mi tak wybitnie w kość.

Marudzenia będzie po troszku, bo ból głowy nie opuszcza mnie od trzech dni, co rokuję, że choroba się nie cofa, a przenosi na zatoki, dzięki czemu kładę się i wstaję z coraz to cięższą głowa;
Smutkiem dnia wczorajszego był samochód, a raczej to na czym jeździ-czyli koła;
Dla swojego bezpieczeństwa wymieniłam opony, co z tego że nie każdy potrafi to zrobić i opony w moim samochodzie żyły swoim życiem, tocząc piękne ósemki na drodze...
W skrócie wczoraj miałam serce w gardle, że koła odpadną a ja zginę na którymś skrzyżowaniu.. Dziś, słoneczny wtorek zapowiadał się ciekawie. Całym ciałem podeszłam do niego optymistycznie.
Zatem... Doprawił mój organizm dawką emocji i jak kiedyś stwierdzą u mnie nerwicę to ja się nawet nie będę bronić, tylko poproszę o podwójną dawkę leków. Mowa tu tylko o bezlitośnie zarysowanych drzwiach, połamanej klamce i solidnym wgnieceniu na tyle samochodu, który mam od niecałych 3 miesięcy.
I problemu by nie było, gdyby ktoś, kto solidnie przytulił się do mojego auta, nie zwiał perfidnie z miejsca zbrodni. I aby było śmieszniej, monitoring w tym miejscu zasłaniają kwiaty peralgonii. Cóż za ironia losu, nigdy nie lubiłam tych kwiatów i chyba to się na dobre nie zmieni. Można się zapaść pod ziemię.

*Pazury*
Musiałam się odstresować i skupić na czymś innym. Padło na ulubieńca Inglotowego 891


Ponieważ złość cisnęła się nadal na ślinę, dołożyłam warstwę topu matującego. I gdyby nie ból głowy to zapewne jeszcze jakieś kwiatki na poprawę humoru bym machnęła, ale nie mam, już serca. Zostaje jak jest, w sumie teraz to odzwierciedlają mój zaiście czarny humor...sytuacyjny.


*Łakocie*
To tak do kompletu słodyczoumilaczy, Lidlowskie dni Amerykańskie są pycha!



środa, 9 listopada 2011

Hej kobitki najwspanialsze :)

pierwsze trzy słowa wstępu brzmią optymistycznie, co jest całkowitym przeciwieństwem mojej aktualnej sytuacji. Nie będę snuć tutaj fantazji co by było gdyby, ani rozpamiętywać błędów. Pragnę tylko przekazać Wam, że rozwój jest niemożliwy bez pomyłek. Zapewne wiele z Was doszło już dawno do tego wniosku, a inne nauczyły się żyć z tym problemem. Prawie 2tygodniowe milczenie, było oznaką, że potrzebuję oddechu. Nie chodziło o złapanie zwykłego dystansu, tylko poczucie pewności siebie, uświadomienie sobie, że jestem na tyle wartościową osobą, że błędy to część mojego rozwoju osobistego. W ten sposób najlepiej poznam siebie, poczuję kim naprawdę jestem i ile potrafię wziąć na swoje barki. Smutne? Prawdziwe. Takie wnioski mnie motywują, nie zapadam w typowy paraliż "Co teraz?", tylko po prostu działam. Nawet wtedy kiedy moje działania nie są na tyle skuteczne jak sobie wyobraziłam, najważniejsze że wiem, że ta droga jest właściwa.

Nie udzielając Wam swoje stanu, popatrzcie w czym paradowałam przez ostatnie 7dni w tygodniu:D:




Moje serce zabiło tak mocno, że prawie dotknęło lady z kasą fiskalna w Inglocie. Kolor ten poznałam dzięki koleżance i od razu się w nich zakochałam! W drżących rekach trzymałam 20,50zł i udałam się do kasy z tym oto cudeńkiem o numerze 891.
Magiczność ta uwiodła mnie na amen... to mój pierwszy lakier z tak ciemnej gamy kolorystycznej, ale nie żałuję zupełnie. Szarość złamana z grafitem, do tego multum świecących drobinek na srebrno i ten połysk... Sprzyja, że czuję się w nim wyśmienicie wyjątkowa:)
Każde spojrzenie na paznokcie, wywołuje we mnie uśmiech i zadowolenie. Kto by pomyślał, że to właśnie Inglot poprawi mi humor w te ciężkie dni oprócz fryzjera :D







Po 2dniach dorobiłam srebrne wzorki na nim. I tak wyglądał po 7dniach:


Podsumowując napiszę tylko tyle, jestem zaskoczona pozytywnie lakierem od Inglota, mimo iż zarzekałam się na amen, że więcej nie kupie nic z tej tej kategorii od tej firmy. Przyznaję, jestem wdzięczna wręcz czasami swojej intuicji, która dała kolejną szansę Inglotowi ze względu na kolor. Aplikacja, wysychanie, krycie po 2warstwach jest dla mnie czymś co baardzo lubię.

Dziękuję za uwagę:)
całuję gorąco, pozdrawiam!