Kilka dni temu rozmawiałam z Wami na temat odżywek do paznokci, z mojej strony padła nowa nazwa - odżywką 2000. I tak jak mówiłam, kupiłam ją. Douglas posiada szalone ceny, ale nagła potrzeba, kalkulując czas i ściąganie jej z innych stron, wcale nie wyglądała zachęcająco.
Od dawna po głowie chodził mi nowy podkład. Tak jestem z tych osób, co za dobry krem, podkład są w stanie dać krocie. Uważam, że skóry nie da się oszukać. I tak jak pielęgnacja powinna być dostosowana do potrzeb naszej skóry, a nie tego co jest obecnie w promocji na rynku, tak i podkład, powinien uwydatniać nasze piękno.
Do tej pory byłam zwolenniczką, lekkich, rozświetlających podkładów. Kuracja kwasem salicylowym, na tyle zmieniła moja cerę, a wraz z nia pielęgnację, że z 5kremów do twarzy, ograniczyłam się do jednego, mydełka i kremu pod oczy. Wynik jest na tyle zadowalający, że tego lata postanowiłam coś zmienić!
Kilkakrotnie byłam namawiana przez ekspedientki z Douglas, ale tylko jedna, posiadała aż nadto wiedzę na zadawane przeze mnie pytania, że skusiłam się na produkt poniżej bez dwóch zdań.
Oczywiście, że upadłam na głowe wraz z Armanim, a raczej cenami w Douglasie. To czyste szaleństwo, dać tyle za podkład, co ostatnio dałam za buty. Zwariowałam... na punkcie Armaniego!
W ostatnim czasie dopuściłam trochę słońca do swojej twarzy. I tego w pudrze brązującym i tego naturalnego. Zakończenie kuracji i wysokie filtry, to było coś o czym od dawna marzyłam. Moja cera wygląda najlepiej w swoim rozwoju. I dużą rolę tutaj odgrywa pielęgnacja, aktualnie zminimalizowana do minimum, ale jeszcze większa porządny podkład. Ten, który nie zaburza naszej naturalnej faktury skóry, nie podkreśla porów i wszystko to co chcemy ukryć, a ten który po prostu scala się z naszą skórą i tworzy jedność. Mój odcień to 5 - naturalnie, czysty beż.
Producent przedstawia go jako:
Podkład o przedłużonej trwałości zainspirowany ekstremalnymi warunkami, jakie panują na scenie. Rewolucyjna jedwabista konsystencja na bazie wody gwarantuje 14-godzinną trwałość i satynowo-matowe wykończenie. Tak lekki, że aż niewyczuwalny na skórze. Dla cery normalnej i tłustej. Zapewnia średnie pokrycie niedoskonałości. Posiada filtr UV SPF20. Kosmetyk na bazie wody oparty na silikonie. Zawiera nawilżający skwalen. Delikatnie perfumowany.
Łączy w sobie cechy pozornie nie do pogodzenia: lekkość i trwałość. Dość zwarta konsystencja łatwo rozsmarowuje się na skórze dając naturalnie doskonały efekt zadbanej cery. Zadowoli osoby poszukujące naturalnego, satynowego efektu, jak i te, które od podkładu oczekują przede wszystkim trwałości i odporności na ścieranie. Kosmetyk nie jest widoczny na twarzy i nie podkreśla porów. Doskonale prezentuje się na cerze mieszanej, jak i bardziej suchej i dojrzałej. Wygląda jak druga skóra ale łatwo go zmyć zwykłym żelem bądź mleczkiem do demakijażu. Dostępny w siedmiu odcieniach.
30ml podkładu z efektem "wow", bo taką nazwę mu nadałam, kryję się w szklanej buteleczce. Swoją droga bardzo solidnej, ciężkiej z grubego szkła. Minimalistyczny wygląd, podkreśla zawartość. Pompka dozuję odpowiednią ilość produktu, dwa naciśnięcia wystarczy na pokrycie całej twarzy. Zakrętka w kolorze czarnym, z logiem produktu wydaję się masywna, a nie latająca po całej kosmetyczce, z biegiem użytkowania.
Sytuacją nabrała tempa, od 3dni używam go non stop.
To mój pierwszy podkład, z efektem photoshopa. Bez obciążania cery, tworzenia sztywnej maski. To podkład, który stał się moją druga skórą od pierwszego użycia. Złapał mnie w swoje sidła za pomocą tego magicznego efektu, czy to słoneczny dzień, burza za oknem czy noc, w każdych warunkach prezentuję się rewelacyjnie!
Wizualny efekt, jak za dotknięciem magicznej różdżki to nie wszystko, otóż plusów przybywa z każdym dniem użytkowania:
- odcienie natualne, każda z nas znajdzie coś dla siebie
- efekt naturalnej, drugiej cery, przekroczył moje oczekiwania
- konsystencja, lejąca, baardzo lekka, idealnie stapiająca się z cerą, bez tworzenia smug
- możliwość stopniowania krycia, poprzez dodawanie kolejnych warstw (lewy policzek ma dwie warstwy, prawy tylko jedna, a różnicy w ilości nałożenia produktu, z lupą człowiek się nie dopatrzy!)
- zapach różany, lekki i przyjemny
- zamaskował moje pory na nosie
- nie podkreśla suchych skórek
- dba o cerę, która nie woła "pić" w ciągu dnia, przestała się błyszczeć jak szalona, uspokoiła się, a po wieczornym demakijażu, jest taka czystsza, ładniejsza
- rozpromienia cerę, otulając satyną jaką daje wykończenie solo
- świetnie współgra z sypańcami w celu zmatowienia, tworząc efekt, cery otulonej aksamitem, nie jest to czysty mat, lecz efekt glow
- nie ciemnieje w ciągu dnia, nie tworzy plam
- a przede wszystkim jest trwały, trzyma się twarzy cały dzień, nie straszne mu buziaki na dzień dobry, nie osiada na ubraniach
- nie zapycha, nie roluję się z kremem, a dopasowuje się idealnie do warunków!
Najbardziej lubię efekt z pudrem sypkim. Do tego odrobina bronzera i różu, które fantastycznie scalają się z fakturą podkładu, tworząc jedność. Tego nawet YSL Teint Resist, mój ulubieniec sezonu zimowego, nie potrafił osiągnąć. Szczerze, to ja nie wiedziałam, że takie efekty są możliwe...
Podkład Armani oprócz efektu "wow", funduję jeszcze filtr spf20, co przy moich przebytych kuracjach, bardzo się przyda mojej cerze, aby zatrzymać nieszczęśliwe historię co się na niej działo.
Cena, która woła tutaj o pomstę do nieba 249zł/30ml to jedyny mankament tego produktu. Mi tez się pod nią ugięły nogi, ale jeszcze bardziej z waty się zrobiły, jak mnie nim wymalowano. Sprawa stała się jasna.
Nierealne stało się realnym. Bynajmniej u mnie Armani dokonał cudu i ja to widzę czarno na białym. Powtarzać się już będę, ale w każdym świetle jest inny... wyjątkowy. Lekki, naturalny, podkreślający piękno skóry. I mam nadzieję, że tak już pozostanie na wieki, wieki, amen.
Polecam z całego serca!








